Naddunajscy bratankowie – o przyjaźni Polaków z Węgrami
Mieliśmy wiele wspólnych doświadczeń, kiedy staliśmy po jednej stronie: od czasów królowej Jadwigi Andegaweńskiej, przez Józefa Bema, aż po rok 1956 – mówi prof. Bogdan Góralczyk.
Mówi się o tradycyjnej przyjaźni polsko-węgierskiej. Daje się to zresztą odczuć nie tylko na Węgrzech. Skąd się wzięło przysłowie: „Polak, Węgier – dwa bratanki: i do szabli, i do szklanki”? Jak brzmi ono po węgiersku?
Po węgiersku to te same słowa, to samo przesłanie: „Lengyel, magyar – két jó barát, együtt harcol, s issza borát”. To się wzięło historycznie z XVIII stulecia, kiedy Węgier tak naprawdę nie było. Kraj był rozczłonkowany i kulturę węgierską, tę najwyższą, kontynuowało tylko podległe sułtanatowi, ale w gruncie rzeczy samodzielne i mające autonomię Księstwo Siedmiogrodzkie. To z niego wziął się król Polski Stefan Batory. Natomiast to, co widzimy jako dzisiejsze Węgry, wtedy podlegało Austriakom: niepodległości i autonomii żadnej nie miało.
Gdybyśmy popatrzyli historycznie, to od kiedy państwa węgierskie i polskie były sojusznikami?
Praktycznie od początku, od Chrobrego. A na pewno od Kazimierza Wielkiego, który nawet jeździł na Węgry – w tym na słynny zjazd w 1335 r. I stąd się wziął kiedyś Trójkąt, a potem Grupa Wyszehradzka. Bo chodzi o zamek w Wyszehradzie, gdzie w 2. połowie XIV stulecia tenże król, jak to mówiono, „chędożył” węgierskie księżniczki. Warto także przypomnieć, bo to ważne: na Wawelu...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)






